Do São Pedro da Aldeia docieram autostopem. Mój kierowca – uosobienie brazylijskiego luzu – prowadzi auto z całkowicie bosymi stopami. Żadnych japonek, czysty naturalizm.
Zastanawiałam
się, jak się żyje w małym miasteczku, które ma tylko wielkie jezioro (lagunę
Lagoa de Araruama), a nie ma dostępu do otwartego morza? Okazuje się, że
całkiem nieźle, a przede wszystkim – tanio. São Pedro to taki
brazylijski raj dla emerytów, którzy uciekają tu przed drożyzną i
zgiełkiem Rio de Janeiro. Zresztą, brak morza to żaden dramat. Wystarczy
10-15 minut w aucie, by poczuć sól na rzęsach, np. w sąsiednim Cabo Frio. To krócej niż
przejechanie dwóch przecznic w korkach w Rio.
Miasto założyli
jezuici w 1617 roku, zaganiając do pracy sprowadzonych z Espírito Santo
Indian Temiminó. Do dziś w centrum stoi surowy kościół Igreja Matriz, który przetrwał te wszystkie wieki może dlatego, że budowano go bez użycia nowoczesnych „ulepszaczy”.
Portugalczycy mieli potężny dług wdzięczności wobec całego ludu Temiminó. Dlatego w 1617 roku, na mocy dekretu gubernatora, jezuici dostali ogromne tereny wokół laguny Araruama, aby założyć tam misję (aldeamento) specjalnie dla indiańskich sprzymierzeńców z Espírito Santo. To była zapłata za ich krew i wierność portugalskiej koronie.
Igreja Matriz jezuici zbudowali go rękami Indian z niesamowitym sprytem inżynieryjnym. Konstrukcja z kamieni, gliny i muszli przetrwała wieki, bo zakonnicy idealnie wymierzyli proporcje. Kościół miał grube, obronne mury i strategiczne okna, bowiem okoliczne plemiona (jak Aimorés) regularnie napadały na misję, więc świątynia była jednocześnie fortecą.
Jezuici w São Pedro da Aldeia nie tylko się modlili – byli też genialnymi przedsiębiorcami. To oni jako pierwsi zauważyli, że wielka laguna Araruama ma niesamowite właściwości i zaczęli tam na masową skalę produkować sól oraz suszyć ryby. Stworzyli z misji potężny ośrodek gospodarczy, który karmił całe Rio de Janeiro.
São
Pedro to też jedyna baza lotnictwa morskiego w Brazylii. Jeśli więc nad
Waszym hamakiem czy innym leżakiem przelatuje z hukiem wojskowy
helikopter, to tylko chłopaki z bazy ćwiczą przed obiadem. Mają tu nawet
całe Muzeum Lotnictwa Marynarki Wojennej.
Jadę dalej, do Cobo Frio.





No comments:
Post a Comment