Showing posts with label Porto Alegre. Show all posts
Showing posts with label Porto Alegre. Show all posts

Guaíba - spacer do rzeźni, która już niczego nie przerabia


Od drodze mijam ruiny targowiska. Kiedyś musiało tu być głośno, tłoczno, pachnieć rybą, warzywami i negocjacjami. Dziś zostały tylko ściany i cisza. Cisza, która w ruinach brzmi zawsze trochę głośniej niż powinna.

Ibirapuera: w dół z Paulisty, w historię i w czarne łabędzie
Spacer zaczynam od dworca wodnego. Nie wiem czy to właściwa nazwa na terminal hidroviário, zakładam że tak i idę dalej, nie wdając się w semantykę.

Idę dalej i dochodzę do ruin rzeźni. I to nie byle jakiej. Wielka to była rzeźnia. Taka z rozmachem, jakby mięso miało tu nigdy się nie skończyć. Teraz kończy się wszystko — beton, stal, historia.

Nikogo tu nie ma.
Przynajmniej przez chwilę.

Z ruin wyłania się pies. W pysku trzyma martwego ptaka. Przechodzi obok mnie spokojnie, jakbyśmy oboje znaleźli się w tej samej, bardzo symbolicznej scenie. Pies znika. Ptaka już nie potrzebuje. Metafora nasuwa się sama, ale nie będę jej tłumaczyć — niech każdy weźmie swoją.

Ruiny rzeźni w Guaíba, w stanie Rio Grande do Sul, to jedno z tych miejsc, które nie mają wielkiej, oficjalnej legendy ani tablicy informacyjnej z datą otwarcia i zamknięcia. To raczej opuszczony obiekt przemysłowy, który z czasem stał się atrakcją samą w sobie. W internecie funkcjonuje pod hasłem abandoned slaughterhouse i przyciąga ludzi z aparatami, miłośników urbexu i wszystkich, którzy lubią miejsca z charakterem — tym surowym, trochę mrocznym.

Nie ma tu jednego monumentalnego budynku ani spektakularnej katastrofy w tle. Jest za to atmosfera. Betonowe hale, zardzewiałe elementy, puste przestrzenie, w których łatwo uruchamia się wyobraźnia. I cisza, która mówi więcej niż niejedna wystawa.

Co warto wiedzieć?
Rzeźnia znajduje się w Guaíba, niedaleko Porto Alegre. Jest opuszczona, industrialna, fotogeniczna w sposób nieoczywisty. Idealna dla tych, którzy wolą ruiny od muzeów i pytania od odpowiedzi.

Wracam tą samą drogą. Wodny tramwaj kursuje dalej, jezioro Guaíba wygląda niewinnie, jakby nigdy nic się tu nie działo. A rzeźnia? Rzeźnia została. Milcząca. Już niczego nie przerabia. Teraz przerabia przechodniów.

I czasem — jak dziś — podróżnicze myśli.



Fioletowe dywany i ślady wielkiej wody czyli Porto Alegre

Droga z Santa Rosa do Porto Alegre zaczyna się niewinnie. „Uwaga, dziura przed tobą” — ostrzega nawigacja, jakby chciała mnie przygotować na kolejne niespodzianki. Przy poboczu ciągną się fioletowe dywany z opadłych kwiatów ipe, a gdzieniegdzie wyrastają dumne araukarie. Gdy kończą się falujące wzgórza złoconych pól, zaczynają się inne — porośnięte poplątaną roślinnością lasu atlantyckiego.

W okolicach dworca autobusowego Porto Alegre nocą samo miasto, już bez pomocy GPS-u, szepcze: uważaj. Tu za każdym rogiem może wydarzyć się wszystko, co później trafia do kronik kryminalnych.

Za dnia jednak to zupełnie inna opowieść. Słońce odsłania fioletowe dywany w parkach i na trawnikach. W Parku Farroupilha żółwie przytulają się nad stawem, jakby miały własne historie do opowiedzenia. Nie posłucham, ale mogę się poprzyglądac ich czułościom.Księgarnie kuszą chłodem i zapachem papieru, a na placach stragany targów książki walczą o uwagę przechodniów. Katedra pyszni się malowidłami, próbując przyćmić urok mniejszych, bardziej kameralnych kościołów.

Stowarzyszenie polonijne Orzeł Biały powoli otrząsa się z ubiegłorocznej powodzi. Straty są odrabiane, restauracja jak zawsze zaprasza na codzienne obiady, a sala balowa w piątki na potańcówki. Powódź pamięta też tzw. „polski kościół”, w którym urzęduje ks. Zdzisław Malczewski. Remont, wykonany w pośpiechu, woła o poprawkę — mniej nasłoneczniona ściana nadal nie wyschła. Ks. Zdzisław, niestrudzony, na pięterku swojego biura przekopuje się przez tomy dokumentów i zapisuje dzieje Polonii w Brazylii.

Wielką wodę pamięta również dom Davida o polskim nazwisku. Uratował przedwieczną, drewnianą komodę — świadectwo, jak wytrzymałe potrafi być brazylijskie drewno. Resztę wymienił. Do dziś płacze po utraconych książkach. Co może zrobić? Siedzi przy basenie, patrzy w gwiazdy, popija chimarrão i myśli o pierogach, które robiła jego babcia. Aż robi się głodny. Zamawia sushi, ale nadal tęskni za pierogami.

Jezioro Guaíba niesie spokojnie wodny tramwaj, który łączy Porto Alegre z Guaíbą szybciej niż jakakolwiek droga. Nadjeziorny deptak w Guaíba oferuje szeroki widok na przeciwległy brzeg, a orla Porto Alegre kryje plaże słodkowodne: Praia do Lami na południu oraz Praia de Ipanema — nie do kąpieli, ale idealną na zachody słońca.

Wody jeziora lekko się kołyszą, a skrzydła wiatraka w parku Moinhos de Vento stoją nieruchomo. Żółwie wygrzewają się nad stawem. Krzewy odbijają się w wodzie. Tu można złapać oddech od zgiełku miasta.

Porto Alegre to mieszanka kulturowa, etniczna, religijna i językowa, widoczna w każdym fragmencie architektury. Portugalczycy dostosowywali swój styl do materiałów, które tu zastali. Miasto to również eklektyzm, art déco, secesja — aż po linie przypominające Níemeyera.





Po co Brazylii Espirito Santo?

Po co Brazylii Espirito Santo? Tak mówią złośliwi Brazylijczycy z innych stanów. Po co w ogóle tam jedziesz?! Jeszcze inni dodają, że Portug...