Które miasto ma najwięcej plaż na świecie?

Nie wiem. Ale jeśli ktoś powie „Florianópolis”, to nie będę się sprzeczać – bo tu plaża kończy się… kolejną plażą. Liczby też są względne: jedni mówią, że jest ich ponad czterdzieści, inni, że ponad pięćdziesiąt. Może zależy od tego, czy wlicza się te ukryte za zakrętem?

Moja pierwsza randka z plażą w „Floripie” to była Barra da Lagoa. I cóż miłość od pierwszego wejrzenia to nie była. Najpierw długa une affaire z parkowaniem – nigdzie nie ma miejsca. A potem tłum tak wielki, że żeby zobaczyć piasek, trzeba się trochę poprzedzierać między ciałami i ciałami.

Plaża wygląda jakby nie miała końca – i właściwie to prawda. Łączy się z sąsiednią Praia do Moçambique i razem ciągną się jakieś osiem kilometrów. Granicy między nimi nikt nie zauważył, ale chyba i tak nikomu to nie przeszkadza.

Żeby odpocząć od gwaru, idę pod latarnię na cyplu, między zatoką a kanałem prowadzącym do jeziora Conceição. Miejsce to wcale nie jest bezludne, ale ze względu na mniejsza powierzchnię pomieści mniej ludzi. Usiadłam na kamieniach i zamiast turystów podziwiałam motorówki, kilku rybaków i czaplę, która – w przeciwieństwie do mnie – wyglądała na całkiem zadowoloną z tego miejsca.

Barra da Lagoa to nie tylko plaża. To też kawałek historii: kiedyś była tu po prostu wioska rybacka. Ludzie mówili, że mieszkają „na Barra da Lagoa”, a plaża nosiła nazwę Praia da Lagoa. Do dziś wielu mieszkańców utrzymuje się z rybołówstwa, a molo to ulubione miejsce na wędkowanie – o każdej porze dnia.

A jeśli komuś mało atrakcji, to za kanałem i wzgórzem czekają naturalne baseny. Ścieżka prowadzi przez las, a na końcu czeka spokojniejszy świat – prima aprilis! Może czasem bywa spokojniejszy, ale nie w dni wolne.


No comments:

Post a Comment

Jurerê Internacional – brazylijskie Saint-Tropez i spotkanie z Iemanją

Jurerê Internacional bywa porównywane do europejskich kurortów — w myśl zasady, że Brazylia lubi swoje małe Europy i europejskie nazwy. Szer...