Od Festa do Laçador do Festa do Tropeiro – moja podróż w świat gaúcho

Kiedy kilka miesięcy temu po raz pierwszy trafiłam do Correia Pinto na Festa do Laçador, nie

miałam pojęcia, że to będzie początek przygody, która tak mnie wciągnie.

Cały dzień siedziałam jak zaczarowana, wpatrując się w rzucanie lassem. Wydawało się to proste – ot, machnięcie ręką i lina frunie. Ale kiedy zobaczyłam koncentrację gaúchos, napięcie w tłumie i to, jak trudno złapać cel, zrozumiałam: tu nie chodzi tylko o sport. To tradycja, duma i trochę magia. 

Potem przyszedł maj i Monte Castello, czyli słynna Festa do Tropeiro. A tam – jeszcze więcej emocji, jeszcze więcej muzyki, jeszcze więcej… wszystkiego! 
Nie tylko rodeio lasso, ale też barwne stroje, śmiech, zapach churrasco i atmosfera, której naprawdę nie da się zamknąć w słowach.

I tak, od jednej imprezy do drugiej, coraz mocniej wchodzę w ten świat. Świat gaúchos, dla których lasso to coś więcej niż narzędzie – to symbol ich historii i tożsamości.


Co dalej? Nie wiem, ale jedno jest pewne – następnym razem biorę kapelusz i uczę się pierwszych kroków z lassem. Bo kto wie? Może pewnego dnia zostanę polsko-brazylijską gaúcha.




No comments:

Post a Comment

Ubatuba czyli jak nie zgubić się wśród stu plaż

Wjeżdżając od Taubaté, zjazd ku poziomowi morza odsłania widok, który trudno opisać – trzeba go przeżyć. Ubatuba to miejsce, gdzie morze spo...