São José – codzienność nad oceanem i historia ukryta w cieniu Florianópolis


Deptak Beira Mar żyje własnym rytmem. Rano królują na nim biegacze, wieczorem – po pracy – tłum znów wraca, żeby maszerować wzdłuż oceanu. To tutaj przeniosło się centrum São José – do nowej części miasta, z wieżowcami i gwarem codzienności.

Stare miasto odwiedza niewielu. A szkoda – bo tam wciąż czekają malowidła na posadzce molo, cichy kościół i nadbrzeżne leżaki ustawione tak, by patrzeć w stronę Florianópolis. Z portu rybackiego odchodzą już tylko nieliczni – więcej tu ptaków niż ludzi. 

Właśnie ta podłoga molo, która przybrała różnorodne kolory, stając się panelem, który przekazuje chronologię rozwoju miasta, urzekła mnie najbadziej.

Ostatni dzień roku zapamiętam szczególnie: odpływ odsłonił błotniste dno zatoki, a całe stada ptaków ruszyły na ucztę, dziobiąc w mule swoje świąteczne menu. Pod mostami – mieszkańcy, którzy znaleźli tu swoje miejsce do życia. Na trawnikach – hałaśliwy quero-quero, ptak o zakrzywionym dziobie, który wrzeszczy jak alarm samochodowy, gdy tylko jakiś pies podejdzie zbyt blisko jego młodych.


Ale São José to nie tylko współczesność. Nazwa miasta pochodzi od dnia św. Józefa – 19 marca, kiedy to przybyli tutaj Azorczycy, by bronić lądu przed Anglikami, Francuzami i Hiszpanami. Z czasem São José stało się ważnym punktem handlowym, bo Lages znalazło się na szlaku Caminho dos Tropeiros – drodze, którą prowadzone były stada bydła i konie, tworząc handlową sieć całego południa Brazylii.

Dziś São José żyje trochę w cieniu Florianópolis, ale ma swój własny puls – mieszankę nowoczesności, codziennej krzątaniny i historii, którą wciąż można usłyszeć, jeśli na chwilę przystanie się na starówce i posłucha szumu oceanu.







No comments:

Post a Comment

Ubatuba czyli jak nie zgubić się wśród stu plaż

Wjeżdżając od Taubaté, zjazd ku poziomowi morza odsłania widok, który trudno opisać – trzeba go przeżyć. Ubatuba to miejsce, gdzie morze spo...