Jak ziemia się rozstępuje, a człowiek wkłada tytoń. Kronika z pola


Szyjka się rozwiera, „ziemia rozstępuje”, sadzonka wpada, szyjka się zawiera. I tak kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy razy. Ot, sadzenie tytoniu. Dla niewtajemniczonych brzmi jak prosta czynność — dopóki nie spróbuje się jej wykonać własnoręcznie.

Ja spróbowałam. I „proszę państwa”, wsadziłam około tysiąca sadzonek. Tysiąc! Oczywiście nie pracowałam sama. Towarzyszyła mi Jacinta — a sadzenie tytoniu to zadanie dla duetu. Jedna rozwiera i zamyka urządzenie, a druga wrzuca sadzonki po jednej. Urządzenie do sadzenia sadzonek tytoniu — proste, ale genialne. Działa jak mechaniczna szczęka: rozwiera się, ziemia otwiera, sadzonka wpada, a narzędzie zamyka się z powrotem. I najważniejsze: nie trzeba się schylać! Dzięki temu sadzenie tysięcy sadzonek jest szybsze, a plecy mniej cierpią. I tak człowiek idzie wzdłuż rządków, jakby maszerował defiladę na cześć rolnictwa.

Rządki są przygotowane, ozdobione kolorowym nawozem. Wygląda to trochę tak, jakby ktoś chciał udekorować pole na urodziny. I używa go dużo. Czasem idzie się lekko w górę, czasem lekko w dół, jakby pole miało swoje nastroje. A czas mija. Dopiero kiedy kładę się wieczorem, odkrywam brutalną prawdę: „czuję to w krzyżu”.
Ramiona też protestują, ale krzyż śpiewa cały repertuar.

I tak, proszę państwa, nie zauważyłam nawet, kiedy minęły prawie dwa miesiące od sadzenia. Sadzonki urosły, pola są zielone, nawozów już nie widać, a my niedługo zaczynamy zbieranie.Czas ma dziwną naturę. Nikt go nie widzi, a on jednak biegnie.




No comments:

Post a Comment

Ubatuba czyli jak nie zgubić się wśród stu plaż

Wjeżdżając od Taubaté, zjazd ku poziomowi morza odsłania widok, który trudno opisać – trzeba go przeżyć. Ubatuba to miejsce, gdzie morze spo...