Zjazd do poziomu morza, czyli Matinhos i jego małe cuda


Lubię zawsze zjechać do poziomu morza. Człowiek od razu oddycha inaczej — jakby mózg dostał dodatkową porcję tlenu, a ciało przełączyło się na tryb: „relaks natychmiastowy, proszę się nie opierać”.
Droga do Matinhos biegnie wzdłuż ściany lasu atlantyckiego. Gęstego, zuchwałego, zielonego jak farba olejna kupiona w promocji.

A na tle tej całej zieleni — niespodzianka.
Co jakiś czas pojawiają się różowe bananowce. Rośliny, które jakby zapomniały instrukcji obsługi i postanowiły rosnąć po swojemu. U nich wszystko jest odwrotnie: kwiaty rosną do góry, zupełnie na przekór zwykłym bananowcom. 

Im niżej, tym powietrze cieplejsze, jakby ktoś stopniowo podkręcał termostat. Mgły wiją się nad Serra do Mar, czyli Górami Morskimi, zawieszając się na ich szczytach jak watolina, którą zapomniał zabrać scenograf filmowy. Człowiek patrzy i czuje, że powoli zjeżdża z klimatu „górska zaduma” do „nadmorska lekkość bytu”.

Człowiek patrzy i myśli:
„No dobrze, Brazylio, rozumiem, chcesz mi pokazać, że natura rządzi, a my tylko gościnnie tu parkujemy.”

Na dole czekają plaże, łodzie, rybacy, piasek, skały — ot, zwykły nadmorski krajobraz. Ale jak to w Brazylii bywa, „zwykły” ma tutaj inne znaczenie niż w słowniku. Bo jest tu też perełka, taka, o której nie wszyscy wiedzą: zatoka Guaraiba.

Na drewnianym pomoście kraby uciekają spod nóg z godnością obrażonych dam, które nie życzą sobie paparazzi. Ptaki chowają się w zaroślach, ale obserwują cię tym swoim podejrzliwym spojrzeniem, które mówi: „Widzimy cię, nie rób głupstw.”

Wilgoć, ciepło, zapachy roślinności — wszystko to tworzy atmosferę miejsca, które nie stara się być spektakularne. Ono po prostu jest piękne, trochę dzikie i zupełnie niezmanierowane.

W powietrzu pachnie słoną wodą i roślinnością, która ma swoje zdanie i nie boi się go wyrazić. A człowiek stoi tam i myśli, że życie jest jak te kraby — niby ucieka, ale jeśli dobrze popatrzeć, to można je dogonić.

I zanim skończą budowę mostu nad zatoką, pozostaje klasyczna przeprawa promowa. Człowiek czuje się trochę jak bohater dawnych opowieści, który jedzie odkrywać nowe lądy, choć tak naprawdę chce tylko dotrzeć do miasta Guaraíba. Prom sunie powoli, ale dumnie, jakby mówił: „Most mostem, a ja i tak jestem atrakcją.”

Zatoka Guaraiba nie ma ambicji zostania światową atrakcją. Ona po prostu jest — spokojna, piękna, trochę dzika. I może dlatego tak bardzo zostaje w pamięci.

Bo niektóre miejsca mówią do nas szeptem.
A te szeptane historie zostają najdłużej.




No comments:

Post a Comment

Ubatuba czyli jak nie zgubić się wśród stu plaż

Wjeżdżając od Taubaté, zjazd ku poziomowi morza odsłania widok, który trudno opisać – trzeba go przeżyć. Ubatuba to miejsce, gdzie morze spo...