![]() |
| Produkt z jabuticaby |
Nie tęsknię za jabłkami.
Może dlatego, że na południu Brazylii jabłka nie są potrzebne do szczęścia. Choć są obecne — nawet niedaleko stąd znajduje się ich brazylijska „stolica”.
Wystarczy kawałek drogi między Papanduvą a mniejszymi miejscowościami Santa Catariny, kilka kilometrów asfaltu przeciętego zielonymi wyspami. To nie jest już ten Las Atlantycki, który kiedyś ciągnął się bez końca. Dziś to pozostałości — skrawki, enklawy, las gdzieniegdzie. Ale te resztki mają się zaskakująco dobrze. A może właśnie dlatego, że są resztkami, wciąż potrafią zaskakiwać.
Szczególnie wtedy, gdy owocują.Cerejinha-de-Mattos – czeresieńka Mattosa
Niepozorna, niemal niezauważalna.
Cerejinha-de-Mattos (Eugenia mattosii) nie
trafia na targi i nie robi kariery eksportowej. Rośnie w cieniu
lasu, przy drogach, na obrzeżach dawnych puszczańskich terenów.
Małe, ciemne owoce przypominają wiśnie, ale smakują inaczej.
Bardziej dziko. Bardziej leśnie.
To owoc, który mówi: jestem
stąd. I nie potrzebuje reklamy.
Pitanga – może to zapach Brazylii
Pitanga jest jak Brazylia w pigułce. Intensywna,
aromatyczna, lekko kwaśna, czasem słodka, czasem zaskakująco
cierpka. Jej zapach unosi się w powietrzu, zanim jeszcze zobaczy się
drzewo.Pitangi nie trzeba sadzić — ona wraca sama, jeśli tylko pozwoli się lasowi zostać choć na chwilę. Dla ptaków to uczta. Dla ludzi — smak dzieciństwa i podwórek, gdzie owoce jadło się prosto z drzewa.
Cereja do Rio Grande – południowa arystokratka
Najbardziej elegancka z tej czwórki. Cereja
do Rio Grande ma kolor głębokiego bordo i smak, który
spokojnie mógłby konkurować z europejską czereśnią — gdyby
ktoś w ogóle chciał je porównywać. Ale po co?To owoc południa Brazylii: chłodniejszych poranków, mgieł nad polami i lasów, które nie chcą całkiem zniknąć.
Jabuticaba – owoc, który rośnie na pniu
A potem jest jabuticaba — owoc,
który wciąż wygląda jak żart natury. Dlaczego nie na gałęziach,
jak wszystkie „normalne” owoce? Czy chce się wyróżnić?
Ciemne, niemal czarne kuleczki wyrastają bezpośrednio z pnia
drzewa, jakby las postanowił złamać wszystkie botaniczne
zasady.
Jabuticaba nie znosi pośpiechu. Owocuje krótko,
intensywnie, a potem znika. Trzeba być na miejscu, w odpowiednim
czasie. Może dlatego smakuje tak dobrze — bo uczy uważności. I
cierpliwości.
Między lasem a ogrodem
Co ciekawe, te owoce nie należą już wyłącznie do dzikiej natury. Cerejinha-de-Mattos, pitanga, cereja do Rio Grande i jabuticaba coraz częściej rosną także w przydomowych ogrodach. Przenoszą fragment Lasu Atlantyckiego bliżej ludzi — na podwórka, działki, do codziennego życia. Są dowodem na to, że ochrona przyrody nie zawsze oznacza oddzielenie. Czasem oznacza zaproszenie.
Las, który trwa
Las Atlantycki nie jest już oceanem zieleni. Jest archipelagiem. Ale właśnie w tych wyspach widać, jak silna potrafi być natura. Te cztery owoce rosną lepiej niż jabłonie, bo są u siebie. Nie wymagają nostalgii ani importu wspomnień z Europy.
Nie tęsknię za jabłkami.
Bo kiedy w
resztkach lasu atlantyckiego — i w ogrodach obok domów —
dojrzewają cerejinha-de-Mattos, pitanga, cereja do Rio Grande i
jabuticaba, wiem, że ten las, choć pocięty, wciąż oddycha. I
karmi.





No comments:
Post a Comment