João i Pedro idą już czwarty dzień. Nie są z daleka, ale do Aparecidy zostały im jeszcze cztery dni marszu. Są też rozśpiewane kobiety — idą lekko, bez bagażu. W Brazylii pielgrzymuje się wygodnie: plecaki jadą samochodem na zaplanowany nocleg, pielgrzym idzie tylko z tym, co najważniejsze. Ciało, intencja, droga.
To jeden z tych szlaków, gdzie widok pojawia się wcześniej niż zmęczenie. Luminosę widać pięknie nawet przy pochmurnej pogodzie — rozlaną po zboczu, jakby ktoś rozsypał domy na zielonej tkaninie gór. Deszcz tylko podkreśla kolory.
Canto Galo – Luminosa to odcinek znany i wymagający. Ikoniczna Serra da Luminosa
— około 7,5 kilometra podejścia, średnio ponad 11%nachylenia. Raj widokowy, wyzwanie dla nóg. Część Caminho da Fé, część przygody, część próby charakteru. Dla pieszych i rowerzystów.
Tuż przed wejściem do Luminosy, jakieś 200–300 metrów wcześniej, stoi sklep. Sklep idealnie ustawiony — przechwytuje wszystkich spragnionych. Widok ma piękny, a w ofercie jogurt domowej roboty. Oczywiście w wersji brazylijskiej, czyli bardzo słodkiej. Ale po deszczu, po drodze, po górze — smakuje dokładnie tak, jak powinien.
Luminosa wita spokojnie. Bez fajerwerków.
Jak miejsce, które wie, że i tak się je zapamięta.
Bo do Luminosy nie przychodzi się tylko po widoki.
Przychodzi się tu, żeby zwolnić, zmoknąć, pomyśleć chwilę dłużej niż zwykle.
Żeby zobaczyć, że jedni idą z intencją zawiązaną na wstążce, inni z pytaniem w głowie, a jeszcze inni — po prostu przed siebie.
Droga wszystko przyjmuje.
Deszcz. Zmęczenie. Prośby. Bardzo słodki jogurt.
A kiedy już się dochodzi, okazuje się, że najważniejsze wydarzyło się po drodze.
W powrotnej drodze nad głową przeleciał tukan.









No comments:
Post a Comment