Peruíbe to miejsce znane w Brazylii z… kontaktów z UFO. Ale oprócz kosmicznych historii można tu znaleźć także ruiny jednego z pierwszych kościołów w kraju i Polaka grającego na misach tybetańskich.
Plaże, ruiny, kosmici, a nawet tajemniczy zamek Niemca sprawiają, że każda wizyta jest jak mała przygoda między historią a legendą.
Stary klasztor w dzielnicy Abarebebê pochodzi prawdopodobnie z połowy XVI wieku. Został zbudowany przez jezuitów, którzy zakładali misję w osadzie São João Batista de Peruíbe. To tutaj gromadzono rdzenną ludność, by – zgodnie z wolą Korony Portugalskiej – „nawracać i cywilizować”. Misja działała do 1804 roku.
Nazwa Abarebebê w języku tupi oznacza „latający ksiądz”. Tak nazywano jezuickiego misjonarza Leonardo Nunesa, który – jak opowiadali Indianie – potrafił być w kilku miejscach jednocześnie.
Ruiny w Abarebebê uznano za pierwsze muzeum na wolnym powietrzu w regionie, a obok powstała sala wystawowa imienia księdza Nunesa. Niestety od lat teren jest zamknięty z powodu renowacji. Kiedy się zakończy? Nie wiadomo.Za to na plaży spotkałam Polaka. Przygnał go tutaj poryw serca – gra na gongach i misach tybetańskich, próbuje ułożyć sobie życie nad oceanem. Mówi, że dobrze mu tu.
A plaże? Główna, miejska – długa, otwarta, bez tajemnic. Skarby kryją się dopiero za wzgórzem. Droga na południe wspina się, potem opada, prowadząc do małych zatoczek i spokojnych plaż. No, chyba że jest niedziela – wtedy i one się zapełniają.
Jest też miejsce, które podsyca wyobraźnię – Castelinho do Alemão, czyli Zamek Niemca (czasem zwany też „zamkiem nazisty”). Stoi na małym półwyspie nad Prainhą i budzi tyle samo zachwytu, co strachu.
Mówią, że w jego oknach nocą pojawia się czarodziej, że wnętrze kryje włócznie, pułapki, krzyże, herby, a nawet średniowieczny loch. Krążą opowieści o duchach, zjawiskach i istotach pozaziemskich. Nie wiem, ile w tym prawdy. Ale jedno jest pewne – tajemnicza aura Castelinho doskonale współgra z pięknym widokiem na ocean.
Peruíbe to miejsce, w którym historia, legenda i natura spotykają się na każdym kroku. Tu zawsze coś się dzieje – nawet jeśli tylko w wyobraźni. I życie się toczy, raz szybciej, raz wolniej, jak morskie fale. Na plaży caipirinha, na targowisku camarao, a wieczorem tańczy się forro najlepiej w barze w sąsiednim Itanhaem.



No comments:
Post a Comment