Nie mam jednak takiego szczęścia jak ekipa sprzątająca plażę w 2017 roku. To oni natknęli się na pozostałości ponadstuletniego statku. Po odkryciu wyobraźnia dziennikarza i pamiętnikarza Sérgio Williansa poszybowała ku obrazowi Benedita Calixto – artysty z São Paulo, który niegdyś przedstawił na płótnie żaglówkę zakopaną w piasku. Z tej inspiracji powstała wizualizacja w rozszerzonej rzeczywistości. „Po nitce do kłębka” ustalono, że wrak to najprawdopodobniej angielski żaglowiec Kestrel, który osiadł na mieliźnie w 1895 roku i tak utknął u wybrzeży Santos na ponad sto lat.
No i co z tego? – można by powiedzieć. Statki się rozbijają, toną, giną bez śladu – takich historii są tysiące. A jednak ta wciąga bardziej.Bo to nie koniec. Co stało się z załogą? Zginęli? A może zostali pożarci przez tubylców? Willians wysuwa inną, bardziej pikantną teorię: żeglarze celowo osadzili statek na mieliźnie, sfingowali wypadek, a wszystko po to, by wyłudzić pieniądze z polisy ubezpieczeniowej. W tamtym czasie żaglowce odchodziły do lamusa – parowce o większej ładowności przejmowały handel. „Musieli zainwestować sporo w Kestrel i prawdopodobnie wykupili solidne ubezpieczenie. Gdy nadeszła burza, wykorzystali okazję, by wysadzić statek i kupić parowiec” – tłumaczy Willians.
To historia pozostawiona na piasku plaży. I pewnie jedna z wielu. Bo Santos, z ponad pięciusetletnią historią, kryje jeszcze niejedną tajemnicę.
Uwielbiam nadmorskie, zwłaszcza portowe miasta. Spotkanie lądu i morza zawsze rodzi ciekawe opowieści.



No comments:
Post a Comment