Poszukiwania Pelé czyli o brazylijskim cmentarzu

Cmentarz w Santos
Na Monte Serrat przypomniałam sobie o mauzoleum Pelé. Mapa w telefonie pokazuje – zaledwie 3 km. Myślę: „20–30 minut, zdążę przed zamknięciem.” Dwa warianty trasy. Wybieram krótszy, choć tylko o 300 metrów.

Początek obiecujący – szeroka avenida. Ale szybko droga zaczyna piąć się w górę. W Brazylii takie wzgórza mają opinię siedlisk marginesu. Nie podoba mi się to miejsce, nie podoba mi się ta droga. Ale wracać? Nie chce mi się. I na pewno nie wyjmuję telefonu.

Dopiero gdy czuję, że mogę to zrobić, spoglądam na mapę. I przeklinam. Zaszłam za daleko. Szukam kolejnej najkrótszej drogi. Znów dwa warianty – jeden gorszy od drugiego. To ta kategoria, w której jeśli już stamtąd wyjdziesz, to raczej bez telefonu. Czuję spojrzenia ludzi siedzących na ulicy i w barach. 

Wchodzę do knajpy i zagaduję kelnera, że jestem z Polski i zgubiłam się szukając mauzoleum Pele. Pokazuje mi drogę, która na początku jest dobra, później trochę prowadzi przez znów skomplikowaną dzielnicę. Po zejściu ze wzgórza jestem na głównej arterii i tu znów gps pokazuje mi skrót, którym jednak nie odważę się iść. Idę naokoło, wiem, że chyba się spóźnię, ale gdy dochodzę do celu, nie widzę żadnego cmentarza, niby to tutaj, ale nie ma żadnego cmentarza. Widzę jakąś budkę ochrony i pytam. Okazuje się, że dobrze trafiłam, bo cmentarz jest 10 piętrowym eleganckim apartamentowcem z balkonami. Na każdym piętrze obok siebie znajdują się komory na trumny. Z widokiem na ocean.

Piętrowe grobowce są powszechne w Ameryce Południowej, ale tak eleganckiej, wysokiej wersji – jeszcze nigdy ich nie widziałam. Cmentarz jest imponujacy, juz Norwegowie zainteresowali sie tym stylem.

W informacji każą mi jechać na drugie piętro, przejść korytarzem do końca. Tam jednak nic ciekawego nie znajduję. Wychodzę na podwórze. Spotykam mężczyznę, który nie kryje zdziwienia:
– Z Polski? Sama? Tutaj? Teraz? Szuka pani Pelé?

Rzeczywiście się spóźniłam. Klucze ma dyrekcja, a ta już zamknięta. Na pocieszenie prowadzi mnie na dół, gdzie stoi samochód króla strzelców. Dodaje, że na dziewiątym piętrze spoczywa cała jego rodzina. Wjeżdżamy razem. I odkrywam ich długowieczność: Pelé zmarł w wieku 82 lat, a jego mama przeżyła go o dwa lata, dożywając 101.

I wtedy przychodzi myśl: Po co to wszystko? Przecież nie z miłości do futbolu. A jednak… za trudami czekał nagroda: piękny widok na miasto i wybrzeże.

Sama postać Pelé wzbudza w Santos emocje mieszane. Tak, był wybitnym piłkarzem, królem strzelców. Ale mieszkańcy nie darzą go sympatią. Nie mogą zapomnieć, że nie uznał swojej córki. Nad jego wielką karierą sportową unosi się cień życia prywatnego – także syna.

Jeszcze mniej pochlebnie mówią o Neymarze, który mieszka po sąsiedzku. Zdecydowanie cieplejsze westchnienia zachowują dla Ayrtona Senny.

No comments:

Post a Comment

Ubatuba czyli jak nie zgubić się wśród stu plaż

Wjeżdżając od Taubaté, zjazd ku poziomowi morza odsłania widok, który trudno opisać – trzeba go przeżyć. Ubatuba to miejsce, gdzie morze spo...