Z Belo Horizonte do Vitorii kursuje pociąg. Niby nic takiego. Ot, zwykła podróż z punktu A do punktu B. Ale w Brazylii słowo „pociąg” wywołuje poruszenie godne lądowania UFO. Kiedyś tutejsza kolej tętniła życiem, dziś pasażerskie linie można policzyć na palcach jednej ręki. Efekt? Pociąg to narodowa sensacja, a lokalni mieszkańcy powtarzają jak mantrę: „Musisz nim pojechać!”.
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Polowanie na bilety trzeba zacząć z wyprzedzeniem, bo amatorów kolejowej egzotyki jest zdecydowanie więcej niż miejsc w wagonach. Kiedy już cudem zdobędziesz upragniony "kartonik" - kto pamięta nasze bilety kolejowe w takiej postaci?!, zaczyna się procedura startowa. Odprawa na dworcu przypomina tę autobusową przekładając na brazylijskie standardy – czyli niemalże lot międzykontynentalny. Sprawdzanie dokumentów, bramki, pełna powaga.
Gdy maszyna w końcu rusza, zaczyna się piękny spektakl za oknem – pociąg leniwie toczy się przez malownicze góry i doliny. Jednak umówmy się, widoki to sprawa drugorzędna. Kluczowy moment podróży nadchodzi, gdy w wagonie pojawiają się panowie z tutejszego odpowiednika Warsu. Zaczyna się wielkie zbieranie zamówień na obiad. Bo w Brazylii almoço to rzecz święta. Bez porządnego posiłku Brazylijczyk nie pojedzie dalej niż na róg ulicy, a brak tradycyjnego zestawu na talerzu groziłby pasażerskim buntem. Pociąg może mieć opóźnienie, ale obiad musi być na czas!
Po całym dniu kołysania, późnym wieczorem, pociąg wtacza się wreszcie na stację. Z daleka, po wielu godzinach drogi, wjeżdżam do Grande Vitoria. Zmęczona, ale pełna oczekiwań, zastanawiam się, co mnie tu czeka.
Czekało na mnie prawdziwe Grande Vitória. Dokładnie wtedy reprezentacja Brazylii na Mistrzostwach Świata mierzyła się w pojedynku z Haiti. Nadzieja na wielki piłkarski triumf Canarinhos nie zawiodła, a cała podróż zakończyła się z przytupem. Lepszego powitania w Vitorii nie mogłam sobie wymarzyć!
A pociąg co wieczór z daleka przyjeżdża do Vitorii.






No comments:
Post a Comment