Po co jechać do Minas Gerais? A po co właściwie do Belo Horizonte? Vitoria z Campinas uważała, że jest tylko jeden naprawdę godny odwiedzenia powód: Inhotim. No dobrze, ale jechać specjalnie do BH, żeby odwiedzić jedno muzeum? I to jeszcze takie, które znajduje się kilkadziesiąt kilometrów za miastem?
Sprawdziłam.
I stwierdziłam, że Inhotim to miejsce, w którym muzeum postanowiło wyjść z budynku, zamieszkać w ogrodzie i zrobić sobie bardzo dużo miejsca.
Bo Inhotim nie jest muzeum, do którego wchodzi się przez drzwi, ogląda trzy piętra i po godzinie wychodzi. To ogromny teren, na którym galerie, pawilony i instalacje poukrywane są wśród tropikalnej zieleni, stawów, palm i ogrodów. Tu sztukę ogląda się w ruchu. A tego ruchu jest sporo.
Żeby zobaczyć wszystko w jeden dzień, trzeba właściwie zasuwać z motorkiem w… no, wiadomo gdzie. Galerie ustawione są przy trasach oznaczonych trzema kolorami, więc wybierasz kolor i wio!
Dla tych, którzy nie zamierzają robić sobie z wizyty zawodów w chodzeniu, są małe samochodziki wożące zwiedzających między najważniejszymi punktami. I bardzo dobrze, bo teren jest naprawdę ogromny.
Sam Inhotim powstał z prywatnej kolekcji brazylijskiego przedsiębiorcy Bernardo Paza i z czasem rozrósł się do jednego z najważniejszych miejsc sztuki współczesnej w Brazylii. Co jakiś czas pojawiają się nowe wystawy, inne znikają, więc nawet jeśli ktoś był tu wcześniej, niekoniecznie zobaczy to samo.
A ze sztuką współczesną mam relację trochę skomplikowaną. Nie wszystko mnie zachwyca. Niektóre pomysły przypominają mi te, na które można trafić w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, w naszym słynnym dziwnym klocku. Czasami patrzę na dzieło i zastanawiam się, czy artysta rzeczywiście chciał powiedzieć coś ważnego, czy po prostu bardzo dobrze wiedział, że nikt nie odważy się powiedzieć: „Ale o co tu właściwie chodzi?”. Niektóre prace mogą być też zwyczajnie niesmaczne.
Ale Inhotim ma coś, czego zwykła galeria nie ma – przestrzeń. Tutaj sztuka nie konkuruje z czterema ścianami. Może być schowana w lesie, stać nad wodą albo zajmować cały pawilon. Sam spacer pomiędzy ekspozycjami jest częścią wizyty.
Mnie szczególnie urzekła wystawa fotografii poświęcona Yanomami. Nagle cała ta efektowna, kolorowa i momentami bardzo wymyślna sztuka współczesna ustąpiła miejsca ludziom, ich codzienności i metafizyce.
A przy okazji Minas Gerais oferuje jeszcze jedną atrakcję, o której przewodniki raczej milczą: suchą skórę i idealnie gładkie włosy. Bez balsamu nawilżającego po skórze można pisać. Włosy natomiast nie napuszają się od wilgoci, tylko zaczynają się normalnie układać - i to było największe odkrycie i zdumienie poznanej pary z Belem w stanie Para, mieszkającej od dwóch lat w BH.
Minas Gerais to przede wszystkim góry i doliny, urokliwe miasteczka, kościoły wyglądające jak wyjęte z Europy i historia, która na Brazylijczykach robi ogromne wrażenie. Choć, jak wiadomo, nie na wszystkich. A teraz mogę do tej listy dopisać Inhotim.
Czy warto jechać do Belo Horizonte tylko po to, żeby zobaczyć jedno muzeum?
Po zobaczeniu Inhotim odpowiadam: to zależy, jak bardzo lubicie muzea, które nie potrafią usiedzieć w jednym budynku.