Dalej leje. Gdybym nie wiedziała, że jest czerwiec, zaczęłabym podejrzewać, że ktoś pomylił pory roku. Nieustające deszcze w czerwcu w Rio? Cóż, mam szczęście trafiać na lokalne rekordy pogodowe.
O szlakach mogę zapomnieć. O plażowaniu również. Parki bardziej przypominają rozlewiska niż miejsca na spacer. Trzeba więc zmienić plan i zaprzyjaźnić się z atrakcjami, którym deszcz niestraszny.
Na początek Escadaria Selarón. Schody, które chilijski
artysta Jorge Selarón zamienił w swoje życiowe dzieło. Pokrył je tysiącami
kafelków z ponad sześćdziesięciu krajów. Trudno powiedzieć, czego jest tu więcej – kolorowych płytek czy ludzi
próbujących zrobić sobie zdjęcie.
Na koniec trafiam do Muzeum Sztuki Nowoczesnej. I właśnie tutaj pogoda niespodziewanie zaczyna współpracować. Ogromny plac przed budynkiem zamienia się w lustro. W odbiciu charakterystyczna bryła muzeum wygląda jak paszcza ogromnego krokodyla połykającego wszystkich, którzy spieszą na wystawę. Po obu stronach wejścia wiatr szarpie wysokie palmy, których liście przypominają rozczochrane pióropusze. Tafla placu zlewa się dzisiaj kolorystycznie z oceanem. Przez chwilę zastanawiam się, czy architekt naprawdę to zaplanował, czy tylko deszcz postanowił dopisać do projektu własną interpretację.
Są takie miejsca, które najlepiej wyglądają w pełnym słońcu. I są takie, którym deszcz dodaje charakteru. Muzeum Sztuki Nowoczesnej zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.


No comments:
Post a Comment