Ibirapuera: w dół z Paulisty, w historię i w czarne łabędzie

Od Avenidy Paulista droga schodzi ostro w dół. Bardzo ostro. Już myślę z obawą, że z powrotem trzeba będzie się wspinać. No tak, Paulista położona jest wysoko. Tak właśnie trafiam do Ibirapuera – największego parku w Sao Paulo (São Paulo).

Z daleka widać coś, czego nie da się przeoczyć.
Ogromną rzeźbę. Kamień w ruchu. A właściwie mający sprawiać wrażenie ruchu, bo tak naprawdę wysiłek wydaje się podejmować tylko ostatnia osoba pchająca łódź.

To Pomnik Bandeiras.

Hołd dla bandeirantów – ludzi, którzy w XVII i XVIII wieku zapuszczali się w głąb lądu w poszukiwaniu ziemi, bogactw i wszystkiego, co dało się znaleźć. Taki był pretekst, a powodem było szukanie, łapanie Indian i później sprzedawanie jako niewolników. Pomnik ma ponad 40 metrów długości. Jest ustawiony dokładnie na osi południowy wschód – północny zachód, w kierunku, w którym ruszali "odkrywcy". 

Kilka kroków dalej, po lewej stronie, wyrasta obelisk.
Ale to nie jest zwykły obelisk do obejrzenia i pójścia dalej.

To Mauzoleum Bohaterów 1932 roku – miejsce pamięci o Rewolucji Konstytucjonalistycznej w São Paulo. Nie muzeum, lecz pomnik nagrobny. Spoczywają tu szczątki kilkuset bojowników, którzy walczyli przeciwko rządowi Getúlio Vargasa. Walczyli o konstytucję, o autonomię stanu, o to, by São Paulo nie zostało zepchnięte na margines. Przegrali militarnie, ale kilka lat później Brazylia otrzymała nową, bardziej liberalną konstytucję.

W środku – mozaiki opowiadające dzieje powstania. Cisza. Chłód. I świadomość, że park zaczyna się od bardzo poważnych tematów.

A potem - park się otwiera.

Ibirapuera to nie miejsce „na chwilę”. To miejsce „na cały dzień”. Albo dwa, albo na codzienne bieganie.

Nie wiem, jak długo stałam nad jeziorem, gapiąc się na czarne łabędzie. Ich swoisty taniec na wodzie, gdy się myją, hipnotyzuje. Czas przestaje istnieć. São Paulo też na moment znika.

Wchodzę do Muzeum Afro-Brazylijskiego i wiem, że tu można utknąć na długo. Brazylia przyjęła najwięcej Afrykanów wywiezionych siłą z ich ziem. Eksponaty - maski, stroje, symbole.

Benin, Togo, Ghana. Królowie Dahomeju i Asznti. Afryka Zachodnia. Wspomnienia. męczące wspomnienia, od tego świata chcę odpocząć. Te same elementy widziane niedawno, dopiero co „w naturze”, w użyciu, w życiu codziennym. A tu – za szkłem. Jako muzealne obiekty. Dziwne uczucie. Bo tam wciąż żyją. A tu opowiadają historię o wykorzenieniu.

Wychodzę z muzeum i znów jestem w zieleni.
Ibirapuera wciąga powoli. Bez pośpiechu. Z historią, sztuką, ciszą i miejscem na własne myśli.

No comments:

Post a Comment

Ubatuba czyli jak nie zgubić się wśród stu plaż

Wjeżdżając od Taubaté, zjazd ku poziomowi morza odsłania widok, który trudno opisać – trzeba go przeżyć. Ubatuba to miejsce, gdzie morze spo...