Gdy droga zaczyna opadać krętą serpentyną, kończy się ściana splecionego ze sobą mocno lasu atlantyckiego. I kończą się też araukarie. Za to jest więcej palm. Między Joinville, a Florianopolis jest bardzo prawdopodobne zmotoryzowany wędrowcze, że będziesz stał w korku, na różnym odcinku. Masz masz na medytację, planowania życia i ewentualnie załatwiania pilnych spraw telefonicznych.Podczas gdy niewątpliwie będziesz tkwić w korku, możesz też zająć oczy widokiem drapaczy chmur Balneário Camboriú – które, swoją drogą, wyglądają dużo bardziej efektownie nocą – albo nie mniej gęsto upakowanych wieżowców Itapemy.
Buduje się same wieżowce, nie buduje się dróg. W czasie wakacji, gdy cały interior Santa Catariny chce jechać na plażę, począwszy od długiej szyi blisko granicy z Argentyną, aż po plaże we włosach leżącej kobiety i mając do wyboru tylko 2 drogi, korki są pewne jak fakt, że Brazylijczyk kocha feijoadę!. Że jest mało dróg to jedno, poza tym często zdarzają się wypadki.
Wieżowce w Itapemie przytłaczają swoją gęstością – z ziemi trudno dostrzec niebo, a z mieszkań, jeśli nie ma się mieszkania na ostatnim piętrze, trzeba się mocno wychylać przez okno, by zobaczyć choć trochę pogody. Okna zaglądają w okna sąsiadów, czyli widok ogranicza się do sypialni, salonów, pralni lub basenów. Rośliny doniczkowe to jedyny prawdziwy świat flory w Itapemie – poza niskimi krzewami przy deptaku nad plażą. Drzew jest tutaj na wagę złota – może pięć na całe miasto. Kto by się nimi przejmował, kiedy może podziwiać 25-piętrowce?
Mimo to wszyscy chcą tu
przyjechać na wakacje. Podziwiać kolejne budujące się
25-piętrowce, obcować ze sobą na plaży ciało przy ciele, chronić
się przed wiatrem za ciałami innych, ocierać się o ciała w
wodzie, by się nie utopić chyba.
Wszędzie widać wyznawców zasady – w tłumie raźniej. W kolejce
w lodziarni, pizzerii czy innej burgerowni czeka się w kolejce na
ulicy na stolik. na ulicach nieustanny tłum ludzi i samochodów
przeciskających się między wieżowcami. Jedynym wyjątkiem jest
japońska restauracja, która – jakimś cudem – świeci
pustkami. Chyba nikt nie ma siły na sushi po takiej dawce betonu i hałasu.
Mocny wiatr unosi latawce z taką prędkością,
że trudno za nimi nadążyć w tłumie. Hałas, zgiełk, gwar, tłok,
ścisk i jazgot i
inne słowa ze słownika synonimów nie
oddają pełni tego zgiełku.
W tym natłoku budynków, ludzi i samochodów jest jednak uroczy zakątek, tam, gdzie rzeka uchodzi do oceanu. Tam panuje inny tłum – natłok figurek świętych, z Matką Boską z Aparecidy na czele. Kucam i przyglądam się im. Czuję nagle lekki dotyk na ramieniu – po chwili znowu. Odwracam głowę i widzę wpatrzoną we mnie psią mordę.
P.S. W Dubaju było więcej przestrzeni, powietrza. i ciszy. Ale czy tam mają feijoadę? Nie pamietam.

No comments:
Post a Comment