Powroty bywają różne – czasem ciche i niezauważone, a czasem takie, że człowiek od razu wie, że wrócił do swojego miejsca na ziemi. Mój powrót do Papanduvy należał zdecydowanie do tej drugiej kategorii.
Już od pierwszych chwil spotkało mnie piękne przyjęcie – i w stowarzyszeniu POLPAN, i w urzędzie miasta. Były rozmowy z burmistrzem, z kierownikiem wydziału oświaty, wspólne planowanie kolejnych działań na rzecz języka i kultury polskiej. Wszystko w serdecznej atmosferze, pełnej życzliwości i poczucia, że naprawdę działamy razem.
A była i miła niespodzianka. Przed wyjazdem wspomniałam, że w mieście brakuje kwiatów, że przydałoby się trochę kolorów i zieleni. No i co zastałam po powrocie? Ukwiecone trawniki na wjeździe do miasteczka! To się nazywa wsłuchanie w głos mieszkańców – nawet tych tymczasowych.
Jeśli o powitaniach mowa – w holu prefeitury czeka na gości powitalny kącik. Codziennie zaprasza na kawę (bo przecież w Brazylii bez kawy ani rusz) i to w dwóch językach – polskim i portugalskim. A do tego ozdobiony jest wystawą polskich haftów przygotowanych przez członków naszego stowarzyszenia.
Gościnność Papanduvy jest więc nie tylko w słowach, ale i w kwiatach, kawie i drobnych gestach. Czuje się ją na każdym kroku – i właśnie dlatego tak dobrze jest tu wracać.

No comments:
Post a Comment