Zapach róż i grilla – i nie wiem, który silniejszy. Czuję go do tej pory. To 12 października, dzień Nossa Senhora Aparecida, patronki Brazylii. W całym kraju procesje, udekorowane figurki, śpiewy i dziękczynienia. Tu nikt nie zapomina o swojej Matce Bożej.
W Papanduvie od świtu słychać modlitwy. Jedna z procesji rusza pieszo o szóstej rano – osiemnaście kilometrów przez pola i wzgórza, aż do kapliczki poświęconej Matce Bożej. Druga procesja, bardziej współczesna, przemieszcza się w samochodach. Na czele kolumny strażacki wóz, a na nim – figurka Nossa Senhora Aparecida udekorowana kwiatami.
Samochodowa pielgrzymka rusza z kościoła parafialnego i kończy w małym kościółku na obrzeżach miasta. Przed drzwiami świątyni stoją trzej rybacy, w dłoniach trzymają sieć, w której spoczywa figurka Maryi – tak jak w 1717 roku, kiedy według tradycji trzej rybacy z miasteczka Guaratinguetá nad rzeką Paraíba do Sul znaleźli w wodzie najpierw głowę, a potem ciało małej glinianej figurki. Po połączeniu obu części zaczęły się dziać cuda, a połowy – dotąd marne – obrodziły rybami. Tak narodził się kult Nossa Senhora Aparecida, a miejsce znalezienia figurki stało się jednym z największych sanktuariów Ameryki Południowej.
Gdy rozpoczyna się msza, rybacy wchodzą do środka z figurką w sieci. Ministranci sypią przed nią płatki pachnących róż, które unoszą się w powietrzu razem z zapachem kadzidła i grilla z placu za kościołem. Bo po mszy – wiadomo – festa!
Na stole churrasco, sałatki, ryż, fasola, a w tle muzyka i śmiechy. Brazylia świętuje po swojemu – z radością, wspólnotą i dymem z rusztu unoszącym się ku niebu, może jako modlitwa pachnąca przyprawami i wiarą.





No comments:
Post a Comment