U podnóża Gór Morskich - Wesołe Pole i Święty Benedykt


Ktoś nas zatrzymuje na drodze — zepsuł mu się samochód. Obok stoi opuszczony, stary, drewniany dom. Zarośnięty ogród, w którym ponad chwastami pręży się krzew pomarańczowych cytryn. Gałązki uginają się od ciężaru owoców, biegnę, by mu ulżyć, uwielbiam cytryny. Krzew wspiera się o ścianę domu. Na zaniedbanych grządkach przebijają się przez chwasty i uparcie kwitną jaskrawo czerwone mieczyki — bo nawet chwasty nie są w stanie ich pokonać. Twarde zawodniczki.

Dalej mijamy polski kościół — pusty w tę niedzielę, bo ksiądz chyba "zapisał się na maraton", którego nie może ukończyć, czyli odwiedzić w każda niedzielę wszystkie kościoły, które ma pod swoją opieką. Rozkłada więc siły, pojawiając się tu co drugą niedzielę albo rzadziej.


Moim celem jest Rio dos Cedros. Wodospad i Grota Indianina znajdują się na terenie prywatnej posiadłości i gospodarstwa rolnego. We wnęce skalnej leżą niewielkie stosy kamieni, figurka Czarnej Madonny brazylijskiej i świętych. W przeszłości miejsce to służyło za schronienie miejscowym Indianom — czyli pierwsze „Airbnb” w okolicy, tylko bez Wi-Fi.

Na okolicznych pastwiskach pasą się owce. Niedaleko stąd jest Campo Alegre — Wesołe Pole, czyli owcza stolica. Owce hoduje się i je, a owcze skóry wystarczają na pokrycie domów. Figury owiec śmieją się z każdej witryny sklepowej. W marcu/kwietniu odbywa się tu święto owcy — prawdziwy raj dla miłośników mięsa i skór.

W mieście jest Rajski Wodospad (Cascata Paraíso) — ponad 60 metrów wysokości. Znajduje się w parku miejskim, niedaleko siedziby Urzędu Miejskiego. Kiedyś wodospad służył do produkcji elektryczności, więc można powiedzieć, że pierwsze „zielone” źródło energii miało tu swoją siedzibę. Ścieżka przez las prowadzi na szczyt wodospadu — naturalny punkt widokowy, z którego rozpościera się widok na miasto i góry Serra Dona Francisca. A także na piękny budynek urzędu miejskiego, który wygląda, jakby właśnie wrócił z modowej sesji fotograficznej.

W pobliskim Sao Bento budynek kościoła góruje nad starówką i całym miastem, prężąc się strzeliście na wzgórzu, którego niekończące się schody potrafią wykończyć nawet najbardziej zaprawionych w bojach. Wspiąć się tam to jak dostać się do nieba po schodach — i to co tydzień, w każdą niedzielę. Kto by pomyślał, że religia może być taką formą fitnessu?

W regionie osiadło się sporo imigrantów z Galicji i Prus Wschodnich. Założyli najstarszy w stanie kościół polski w granicach Rio Vermelhio obecnie, a polskie tradycje sątu jak te mieczyki w ogrodzie.


 







No comments:

Post a Comment

Ubatuba czyli jak nie zgubić się wśród stu plaż

Wjeżdżając od Taubaté, zjazd ku poziomowi morza odsłania widok, który trudno opisać – trzeba go przeżyć. Ubatuba to miejsce, gdzie morze spo...