Godzina 12.00 i godzina 17.00 wyznaczają rytm życia Brazylijczyków południowych regionów. Obiad i popołudniowa kawa czyli podwieczorek. Z czego najważniejszy jest obiad. Dokładnie w południe. Nie zdążysz ugotować, nie masz czasu, pracujesz? O dwunastej masz przerwę i pomocną dłoń wyciągają rzesze restauracji otwartych tylko w południe i oferujących duży wybór pyszności na kilogramy. Fasola i ryż muszą być, bo to podstawa brazylijskiej kuchni, ale do tego mnóstwo innych produktów, warzyw i mięs.
Godzina 17.00 to czas na kawę. I przede wszystkim coś do kawy. Nie tylko coś, a sporo. Może być tylko ciastko, albo chleb z dżemem. Dużo słodkiego. I mocna kawa. I kiełbasa, smalec, ser. I jeszcze dżem bananowy na koniec. Piękny zwyczaj podwieczorku.
Gdzieś tam po drodze między posiłkami - chimarrao. Zwłaszcza w podróży samochodem, właśnie samochodem, bo inne środki transportu są w stanie szczątkowym, przynajmniej w południowych stanach. W niedziele można jeździć po wsiach do niedzielnych restauracji na obiad. Przy wyjściu zawsze termos z kawą albo butelka czy beczka z cachaçą – wódką z trzciny cukrowej i kieliszki. Czysta, korzenna, owocowa, do wyboru, do koloru.
I tak w kółko, w oczekiwaniu na święto Festa Nacional do Pinhão, by posmakować orzeszków araukarii.
Jesteś głodny po południu? Marne szanse, że coś zjesz na mieście. Wtedy knajpy serwują tylko lody. W dużych miastach do 15.00 mas szansę coś zjeść. Później trzeba czekać do wieczora, aż zaczną serwować kolację. Tylko w bardzo turystycznych miejscach masz szansę na jakąś pizzę czy burgera o dowolnej porze. Inaczej zęby w ścianę, albo do centrum handlowego. Czyli znów tylko w dużym mieście. Więc przestrzegaj świętych godzin posiłków, albo gotuj sobie w domu.
No comments:
Post a Comment