Ceará w trybie hamakowym, czyli jak uciec z Santa Catariny i nie zginąć od ryżu z fasolą
Nocny lot – ale wcale nie z tych Saint-Exupéry’owskich. W jego „Nocnym locie” była metafizyka, groza burzy nad Patagonią i dramatyczne pytania o sens. W moim nocnym locie Curitiba–Rio i Rio–Fortaleza walka toczyła się co najwyżej o to, żeby nie przegapić momentu, w którym stewardesa rozdaje posiłki. Zwykły krajowy transfer, w którym śpię, budzę się na jedzenie i zasypiam z powrotem, albo by nie przegapić pierwszych chwil po starcie i podejścia do lądowania, bo układ świateł miasta to jest dokładnie ten jedyny obraz, na który zawsze gapię się z zainteresowaniem.
Potem nocne jeszcze lotnisko i szukanie jakiegokolwiek sensownego miejsca na drzemkę, zanim przyjedzie autobus do Jijoca. W samym busie sen stacjonuje w permanentnej walce z ciekawością krajobrazu, który z kilometra na kilometr robi się coraz bardziej suchy.
Wysiadam w Marco. Czy tu jest dworzec? Tak, z braku dworca autobus zatrzymuje się na rynku. Delania wita mnie więc prosto z marszu na placu. Niech tylko upchnę do plecaka te wszystkie ciepłe ciuchy z Santa Catariny (które, przyznaję bez bicia, częściowo przydały się w nocy w klimatyzowanym autobusie) i już idziemy do domu.
Bo w Brazylii możesz przelecieć tysiące kilometrów, zmienić strefy klimatyczne i horyzonty, ale i tak nie uciekniesz od ryżu z fasolą. Dostaniesz go wszędzie, a w bonusie na śniadanie wjedzie na przykład kuskus z mlekiem. Do tego dochodzi tutejsza serdeczność – ta codzienna, prosta, oraz podziwu godna religijność ludzi, którzy tłumnie wypełniają kościoły na zwykłych mszach w środku tygodnia. A ja? Zmagam się z czymś, co jest tajemniczą mieszaniną niedospania, zmiany ciśnienia i szoku termicznego po przeskoku z chłodnej, zimowej Santa Catariny prosto w tropiki Ceará.
Ale mam na to najlepsze lekarstwo na świecie. Najbardziej lubię leżeć w hamaku na balkonie w mieszkaniu Delanii przy głównej ulicy i po prostu gapić się na to powolne, leniwe życie miasteczka.
I tu wpadłam na epokowe odkrycie: Ceará to jest stan umysłu zawieszony na hamaku. W każdym pokoju są przynajmniej dwie pary solidnych haków w ścianie do powieszenia płótna, a w szafach zamiast części garderoby leżą stosy zapasowych hamaków. Kto raz to zrozumie, ten z bujania już nie zrezygnuje.


No comments:
Post a Comment