Karnawał w Sao Paulo

 Alice otwiera drzwi w fioletowym topie. Poda mi szklankę wody i za chwilę zrobi fioletowy makijaż wokół oczu. Jeszcze ma fioletowy wachlarz, który bardzo się przyda ze względu na temperaturę. Wybiera się na karnawał uliczny do sąsiedniej dzielnicy. Fiolet i żółty to kolory tego „bloco”, grupy muzycznej organizującej kilkugodzinną paradę karnawałową.


Karnawał kojarzy się zawsze z Rio de Janeiro. Cztery dni luzu i zabaw. Karnawał uliczny w poszczególnych dzielnicach i nocny wielki show na tzw. passarelach czyli wielkich stadionach, jednym słowem to, co jest transmitowane w TV na cały świat. W Rio wszystko jest na dużą skalę, ale w zasadzie czy Rio, czy Sao Paulo tudzież Floripa – wszystko na jedno kopyto.

Nocne, wielogodzinne show praktycznie do świtu, w czasie którego prezentują się poszczególne grupy-kluby tańczące sambę, zwane szkołami samby. Każda taka szkoła liczy od kilkuset do kilku tysięcy osób – tancerzy i innych. Przygotowują tematyczne prezentacje na każdy karnawał. Prezentacje poszczególnych grup w RJ trwają najdłużej, choć w tym roku skrócono trochę czas i skrócono dni prezentacji w Sp i RJ, pierwsze dni w SP, ostatnie w RJ. Można zobaczyć wszystkie pokazy poświęcając w całości cztery noce.

Turyści wieczorami spieszą na passarelę, mieszkańcy bawią się zapamiętale w ciągu dnia w karnawale ulicznym. Wolność i radość przyświecają zawsze karnawałowi, więc wyzwoleni z ubrań, wolni prawie tak, jak zostali stworzeni, spieszą na miejsca zbiórek, o umówionej godzinie muzyczne ciężarówki zaczynają grać, śpiewać i tańczyć. I wszyscy śpiewają i tańczą popularne marsze karnawałowe albo nowe utwory napisane na karnawał. Wzrok przyciągają mieszkańcy spieszący do blocos.


Ogólna zasada jest taka, bez ubrania, tylko z dekoracjami, czyli zaklejone sutki pod siatką i stringi. Bez względu na płeć. I makijaż ciała. Jest kolorowo, ale czy jest estetycznie? Gorąco, w tłumie goręcej. Gdy przechodzimy wąska ulicą, jeszcze bardziej gorąco, a gdy obok blaszanego płotu zagradzającego budowę jeszcze bardziej gorąco. Tony lodu, tysiące puszek, hektolitry wody i piwa.

Jednym z punktów koncentracji, jednym z miejsc, gdzie zaczyna się karnawałowe życie Sao Paulo (São Paulo), jest ulica Augusta, odchodząca od Alei Paulisty. To tutaj gromadzą się sąsiedzi, znajomi i nieznajomi, całe dzielnice i ci, którzy po prostu postanowili przyjść właśnie tu. Każdy w swojej fantasia, czyli przebraniu – bardziej lub mniej improwizowanym – czeka na znak do ruszenia. Nad wszystkim czuwa ciężarówka z nagłośnieniem, która wyznacza początek każdego bloco. Kiedy startują, miasto zamienia się w ruchomą rzekę kolorów.

Są jednak też takie blocos, które nigdzie nie idą. Ten ustawiony przed parkiem Ibirapuera kręci się tylko po wyznaczonym placu, zamkniętym na czas zabawy. Tłum pulsuje pod sceną dźwięku, trochę w przód, trochę w tył, a wokół – dziesiątki, jeśli nie setki parasoli sprzedających wodę, caipirinhę, piwo i wszystko, co może się przydać w upale. Nie mam swojej fantasii. Przyszłam tylko z aparatem. Ale tutaj nikogo to nie obchodzi – blocos wciągają wszystkich, którzy znajdą się choć na chwilę w ich orbicie.

Jednym z tych, które trafiam, jest Banda do Trem Elétrico. Bloco z historią – istnieje od 1984 roku i, jak sama nazwa sugeruje, elektryzuje ulice São Paulo swoim karnawałowym pochodem. To nie jest subtelna radość. To radość, która ciągnie ludzi za sobą, jak pociąg.

Nawet jeśli przyszłam tu tylko z aparatem, bez skrzydeł, brokatu czy przebrania, to w którymś momencie orientuję się, że idę z tłumem. Jakby karnawał wciągał człowieka niepostrzeżenie, krok po kroku.

I wtedy rozumiem: w São Paulo karnawał nie dzieje się „na ulicy”.
Karnawał dzieje się z ludźmi.



















No comments:

Post a Comment

Ubatuba czyli jak nie zgubić się wśród stu plaż

Wjeżdżając od Taubaté, zjazd ku poziomowi morza odsłania widok, który trudno opisać – trzeba go przeżyć. Ubatuba to miejsce, gdzie morze spo...