Moja kolejna Enseada — tym razem Brito

Która to już moja enseada?
Zaczynam się nad tym zastanawiać. W Brazylii niemal każde nadmorskie miasto ma swoją „Enseada”. Słowo miękkie, spokojne, obiecujące zatokę, schronienie, łagodną wodę.

A jednak Enseada do Brito jest inna.

Leży w gminie Palhoca, w miejscu o silnych korzeniach azorskich. Sama nazwa wiele mówi.
Enseada po portugalsku oznacza małą zatokę — fragment wybrzeża łagodnie wcięty w ląd, naturalne schronienie dla łodzi.
Brito to nazwisko. Najprawdopodobniej pochodzi od jednego z pierwszych osadników lub właścicieli ziemskich w tej okolicy w XVIII wieku, gdy na wybrzeże Santa Catarina przybywali koloniści z Azorów. Wiele miejsc w regionie nosi nazwiska dawnych rodzin — to ślady pierwszych map, pierwszych domów, pierwszych sieci rybackich suszących się na wietrze.

A jednak dziś trudno tu mówić o schronieniu.

Stoję na brzegu i myślę: może ta enseada niedługo zniknie.

Morze uderza mocno o mur — ogrodzenie czyjegoś domu. Fale rozbijają się z siłą, jakby chciały przypomnieć, kto tu naprawdę rządzi. W jednym miejscu plaży już nie ma. Woda dochodzi niemal pod fundamenty. Dalej zostaje tylko wąski pasek piasku — symboliczny. Namiastka plaży. Jakby ktoś narysował ją cienką kreską i zapomniał wypełnić kolorem.

To, co kiedyś było przestrzenią spacerów, dziś jest przejściem na palcach.

Enseada — zatoka, która miała chronić.
Dziś sama potrzebuje ochrony.

Patrzę na domy stojące niemal w linii fal i zastanawiam się, czy budując je, ktoś wierzył, że morze będzie zawsze w tym samym miejscu. A ono przecież oddycha. Cofając się i wracając. Zabierając po trochu.

Może dlatego każda enseada jest inna.
Bo każda opowiada inną historię relacji człowieka z wodą.

I może właśnie ta — cicha, krucha, podmywana — zostanie mi w pamięci najmocniej.





No comments:

Post a Comment

Praia de Fora — na zewnątrz czego

Koleżanka Renata pisze: „Czekam na Praia de Fora” — czyli na plaży „po zewnętrznej stronie”. Po zewnętrznej stronie – czego właściwie? Może ...