Niedziela Palmowa. Koniec drogi… czy jej sens?

 Niedziela Palmowa. Koniec drogi… czy jej sens?

Może powinnam zacząć od początku tej historii — od kurzu, koni i kilometrów przemierzanych przez gauchos. Ale prawda jest taka, że w takich wydarzeniach chronologia nie ma aż takiego znaczenia. Najważniejsza jest droga. I to, co dzieje się po niej.

Bo wszystko prowadzi do Niedzieli Palmowej.

To wtedy kończy się Cavalgada da Fé. Zostawiamy za sobą kolejne stacje Drogi Krzyżowej, emocje, zmęczenie, wzruszenia i te wszystkie momenty, których nie da się do końca opisać.

I nagle zmienia się perspektywa.

Z drogi cierpienia przechodzimy do momentu radości i nadziei. W centrum Papanduva, na wspólnym spotkaniu z księdzem, gromadzą się uczestnicy i mieszkańcy. Jest gwar, rozmowy, konie gdzieś obok, dzieci biegające między ludźmi — życie w najprostszej, najpiękniejszej formie.

A potem razem „wjeżdżamy” do kościoła.

Za Jezusem — tym razem nie na krzyżu, ale na osiołku. Symbolicznie, spokojnie, wspólnie. Trochę jakbyśmy wszyscy na chwilę zamienili się w tłum z Jerozolimy sprzed dwóch tysięcy lat.

I w tym wszystkim jest coś niezwykłego.

Bo nieważne, czy ktoś przejechał 60 kilometrów konno, czy przyszedł tylko na chwilę na plac. Nieważne, czy jest gaucho w kapeluszu, czy potomkiem polskich emigrantów. W tym momencie wszyscy jesteśmy razem.

I może właśnie o to chodziło od początku.

Nie o samą drogę.
Nie o konie.
Nie o perfekcyjnie odegraną rolę.

Tylko o spotkanie.









No comments:

Post a Comment

Niedziela Palmowa. Koniec drogi… czy jej sens?

  Niedziela Palmowa. Koniec drogi… czy jej sens? Może powinnam zacząć od początku tej historii — od kurzu, koni i kilometrów przemierzanych...