Usiądź pod figowcem i odpocznij sobie

Stolica, pani stanu umościła się na wyspie o tej samej nazwie co nazwa stanu, oddzieliła się od poddanych i chce mieć święty spokój. Niewielka jej część leży na lądzie, by strzec 2 mostów na nią prowadzących. Starszym mostem można przejść pieszo, ma on chodniki po bokach, a w weekendy jest wyłączony z ruchu samochodowego i dostępny dla pieszych wyłącznie. Chodniki nowego mostu, to umieszczone prawie pod powierzchnią balkony z zabetonowanymi bokami. Doskonałe miejsce, aby kogoś potraktować nożem, by nikt nie zobaczył.


Teren wyspy jest w większości górzysty, pokryty tropikalną dżunglą. To pozostałości wytrzebionej atlantyckiej dżungli. Wiatr nieustannie owiewa jej plaże i wzgórza. Z wysokością wzgórz postanowiły konkurować wieżowce, rozmnażające się obficie w okolicy nadmorskiego deptaku Beira Mar, jako utrapienie dla mieszkańców starych domów na wzgórzach. Niektórzy mają szczęście i ciągle jeszcze widzą morze. Wspominają, że kiedyś było lepiej. Mieli przed sobą zielone zbocza i rybaków na wodzie. Chociaż to przeszłość i przy popularnych plażach trudno jest zaparkować, wciąż jest jeszcze sporo uroczych zakątków na wyspie. Przy większym szczęściu można zobaczyć tukana, przy zwykłym małpy. W głębi wyspy, czyli miasta pasą się krowy, kręcą łbem pezeżuwając trawę i spoglądają w stronę wzgórza, za którym zniknęły wieżowce.

Starówka przed świętami wystroiła się niesamowicie przed świętami jakby chciała przyćmić blaskiem potężnego figowca na rynku. Ma on około 150 lat. Jego rozłożyste gałęzie podpierają liczne metalowe podpory. Zapewnia cień nad całym placem. W jego cieniu ukryły się teraz sztuczne mikołaje, bałwany, krasnale i szopki.

Góry, jeziora przybrzeżne i plaże. Piękne plaże. Punkt widokowy Lagoa da Conceição jest jedną z
głównych atrakcji turystycznych w Florianópolis. Roztacza się z niego spektakularny widok na największą lagunę miasta. Punkt widokowy położony jest w dzielnicy Canto da Lagoa, na szczycie wzgórza. Z tego miejsca rozciąga się panoramiczny widok na lagunę, jej wyspy i most, który ją przecina.
Sprzedawca pamiątek, magnesów z piasku i żywicy dentystycznej.

W pobliżu kanału łączącego Lagoa da Conceição z morzem (Oceanem Atlantyckim) znajduje się Barra da Lagoa- plaża i dzielnica zamieszkiwana przez wyższą klasę średnią.

Florianopolis ma ponad 40 plaż. Plaża po północnej stronie, będąca przedłużeniem plaży Barra da Lagoa, nosi nazwę plaży Moçambique i jest najdłuższą plażą na wyspie. Miłośnicy spacerów mają tu do dyspozycji 13,5 km. Przechodząc przez most nad kanałem, dojdziesz do ścieżki prowadzącej do małej plaży. Wystarczy przejść przez most Barra da Lagoa, iść ścieżką biegnącą między domami, hostelami i lokalnymi firmami, a następnie przejść kilka mil szlakiem, aż dotrzesz do Prainha da Barra da Lagoa, mej plaży, wśród skał. Jest święto, mam wrażenie że to najbardziej zatłoczone miejsce na wyspie, jest gorąco i są lody na kilogramy. Pyszne. Chłopak w biało czerwonej koszulce Nike z godłem i napisem Polska. Jesteś z Polski. Jestem Brazylijczykiem. Bo ja jestem z Polski i widzę, że masz koszulkę, patrzy na mnie jakby nie wiedział o co chodzi. Jesteś na wakacjach? Miłego wypoczynku. Jakaś błaha rozmowa, Polskę cały czas omija milczeniem.

Tą samą trasą, która prowadzi do Prainha można dojść do naturalnych basenów Barra da Lagoa. Na
rozwidleniu prowadzącym do Prainha
trzeba kontynuować marsz w górę, aż dotrze się do ogromnej skały, naturalnego punktu widokowego, z którego można podziwiać panoramę morza. Turkusowe baseny znajdują się tuż poniżej, wystarczy ostrożnie, dwuminutowe zejście po skałach. Tworzą się między skałami na skalistym wybrzeżu i są bardzo spokojne w czasie odpływu. Przyszedł tu również zagadnięty wcześniej. Roznegliżowany do pasa. Koszulka przewieszona przez ramię. Z gorąca? Nie sądzę.

Czy przyjdzie też oglądać zachód słońca na plaży Sao Antonio de Lisboa? Ta Dzielnica - miasteczko słynie z uroczej plaży i może się pochwalić pierwszą utwardzoną drogą w stanie. Sao Antonio i sąsiednie Sanbaqui słyną z hodowli ostryg. Zapiekane z serem najsmaczniejsze. Plaża nie jest długa i rozpanoszyło się tam sporo restauracji. Niewielki placyk z ławką. Zapach limonek, rytm pedage i wiatr. Sprzedawca soku z cytryny za plecami i uliczny grajek obok. Coloque-me mais limoa, żebym mogła to wypić. Kobieta zadziera sukienkę do kolan i zaczyna tańczyć.

Na plażach sporo muszli ostryg. T z nich powstały sambaquis, czyli
formacje zbudowane głównie z
muszli mięczaków, kształtowane przez tysiące lat przez populacje zamieszkujące regiony przybrzeżne. Muszle te wyrzucano po zjedzeniu mięczaków, tworząc w ten sposób góry.
Fragment drogi między morzem i górą. Brak zabudowań. Sabrina przyspiesza kroku. Nie lubi odludnych miejsc. Twierdzi, że Brazylijczycy maja wrodzony instynkt nieustannej czujności.

Z pistoletem przyłożonym do piersi szybko się obudziła wczesnym rankiem na przystanku. Wcześniej czuła się bardzo senna. Puste o tej porze dnia ulice, pochmurne niebo, nic szczególnego nie miało się wydarzyć, miała tylko dotrzeć do szkoły, gdzie pracuje. Oddaje swoje dwie torby, usiłuje złapać oddech i chce tylko by zniknął ten młody szczupły zamaskowany człowiek. Cieszy się, że żyje, ale dlaczego musiała stracić swoje rzeczy. Choć zdarza się to często i wielu, jej zdarzyło się pierwszy raz i nie może się z tym pogodzić. Zapamiętała numery samochodu. Odzyskała szkolne dokumenty i torby, telefonu, pieniędzy i okularów nie.

 
















Po drogach wojny domowej

Na drogach środkowo północnej Santa Catariny spotykam zagadkowe napisy Caminhos do Contestado. Otóż tzw. Guerra do Contestado toczyła się w latach 1912-1916. Był to jeden z największych konfliktów społecznych kraju, a także spór terytorialny między stanami Parana i Santa Catarina. Obejmował obszar niemal 50 000 km kwadratowych. Rejon był ważny gospodarczo, bogaty w lasy, rozległe plantacje yerba mate, hodowle bydła, produkcję drewna, co doprowadziło do dużego wzrostu populacji na tym obszarze. Żyli jednak w warunkach niezbyt godnych, byli wykorzystywani i marginalizowani. 

Sytuację pogorszyło pojawienie się amerykańskiej firmy Brazil Railway Company, odpowiedzialnej za budowę linii kolejowej łączącej São Paulo i Porto Alegre. Tysiące ludzi przeniosło się w ten region, aby pracować przy budowie linii kolejowej. Wkrótce po inauguracji pracownicy stracili pracę. Spowodowało to wielki kryzys społeczny. W dodatku firma budująca kolej zyskała od państwa 15-kilometrowy pas ziemi po obu stronach linii kolejowej i wysiedliła zamieszkującą ją ludność. Ta akcja stała się przyczyną konfliktu.

Wszystko to sprawiło, że region stał się żyznym gruntem dla pojawienia się samozwańczych misjonarzy, wędrownych kaznodziei, którzy składali obietnice lepszego życia, w zamian za posłuszeństwo wobec ich nauk. Swoimi mesjanistycznymi przemówieniami przyciągali masę robotników i chłopów. Najbardziej znanym był José Maria do Santo Agostinho. Szybko zyskał zwolenników. Proporcjonalnie do wzrostu jego sławy, rosła irytacja władz i Kościoła katolickiego, gdy widzieli, jak maleją ich wpływy w regionie. Tematem najczęściej poruszanym przez José Marię do Santo Agostinho w jego przepowiedniach był koniec świata. Strach przed zagładą spowodowaną gniewem Bożym sprawił, że jego wyznawcy wzmocnili swoje posłuszeństwo mesjańskiemu przywódcy.

Pod przywództwem José Marii bezrobotni chłopi i robotnicy organizowali komuny, np. Quadrado Santo, które podobnie jak Canudos w Bahia chciały żyć bez nadzoru państwa. Nie kupowali ani nie sprzedawali towarów, tylko je wymieniali. Wierzono, że koniec świata jest bliski i nikt nie powinien bać się śmierci, gdyż nastąpi zmartwychwstanie. Utworzono także grupę zbrojną. Aby zapobiec tworzeniu się innych takich społeczności, rząd zaczął wysyłać przeciw nim wojsko.

W październiku 1912 roku pod Paraną miała miejsce bitwa pod Irani, w wyniku której zginął mnich José Maria do Santo Agostinho. Starcia trwały nadal, powodując ogromne represje i tysiące ofiar śmiertelnych. Wojna zakończyła się w sierpniu 1916 roku wraz ze schwytaniem Adeodato, uważanego za ostatniego przywódcę Contestado. Został skazany na 30 lat więzienia, ale siedem lat później zginął w próbie ucieczki. Po krwawej walce i wielu porażkach, ostatecznie wojsko pokonało walczących rodaków, a obie stany zawarły porozumienie i ustaliły granice.

Czarna Madonna - patronka Brazylii

Jedno z najsłynniejszych sanktuariów maryjnych 
świata, leży w Brazylii, na płaskowyżu między Sao Paolo i Rio de Janeiro.
Początki tamtejszego kultu wiąże się z cudownym znalezieniem figury Matki Bożej przez trzech rybaków. Jeden z nich Joao Alves zarzucając sieć, wyciągnął na powierzchnię małą statuetkę z czarnej terakoty, ale bez głowy. Zarzucił jeszcze raz kilka metrów dalej i zdziwiony znalazł w sieciach również główkę figury. Cała figurka miała 40 cm wysokości i przedstawiała Matkę Bożą Niepokalanie Poczętą, z księżycem pod stopami i z gwiazdą nad głową. Trzej rybacy owinęli statuę w chustkę i jeszcze raz zarzucili sieć, była wypełniona rybami. Rybacy odczytali w tym wydarzeniu znak specjalnej opieki Dziewicy Maryi. Początkowo przez 15 lat figurą przechowywał jeden z rybaków. Przychodzili do jego domu jedynie sąsiedzi, by modlić się do Matki Bożej. 


Kiedy jednak zaczęły w okolicy dziać się cuda, biskup pozwolił wybudować najpierw kaplicę, a potem kościół. Od czasu tej odległej daty 1717 r., rozwinął się w narodzie brazylijskim kult dla Maryi, którą nazwano Aparecida (co znaczy Zjawiona). W religijnej tradycji brazylijskiej Dziewica z Aparecida jako Niepokalanie Poczęta jest patronką kobiet brzemiennych i niemowląt. Jednakże Jej sanktuarium stało się również miejscem pielgrzymek ludzi pracy, którzy przybywają tam corocznie w dniu święta narodowego

Za morze

777-300ER szybko opuszcza Europę i wzdłuż jej zachodnich plaż, wiatraki w morzu mijając Wyspy Brytyjskie , znajduje się nad pełnym oceanem, pomarszczona woda, pogodnie w tych przestworzach, w bezchmurnej otwartej przestrzeni cofam się w czasie. 

Potem leci i leci nad miastem, które wydaje się ni emieć końca, hmm, największe miasto Ameryk. I ostatecznie ląduję w pomiędzy pagórkami Santa Catariny, strzeżonymi przez araukarie. Można się tu dobrze ukryć, i siedzieć, bo tylko 1 autobus w ciągu dnia stąd odjeżdża i tylko w jednym kierunku. Spadłam w te doliny gościnności. I nie chce mi się nosa stąd wychylić. 

Wychylają się za to araukarie brazylijskie. I korony cudownie panują nad krajobrazem. ulubiły sobie południe Brazylii, cześć Paragwaju i Argentyny. szerokie płaskie igły z ostrymi końcami. Niektóre szerokie nawet jak mój palec. Drzewa Mają niepowtarzalny kształt. kolumnowym pniem dochodzącym do 50 m wysokości i 2,5 m średnicy, z szorstką i trwałą korą o grubości 15 cm, na której podtrzymuje promieniście symetryczną koronę w kształcie kandelabra lub parasola, z gałęziami niczym rozpostarte ramiona, jakby bawiły się w strażników regionu. Pprzeglądają się w małych jeziorach między pagórkami. Tworzą malowniczy krajobraz.

W królestwie araukarii

 



Pofalowany teren jak zastygłe morskie fale, które wypięły się na ocean i ulokowały po zachodniej stronie biegnącej wzdłuż Atlantyku Serra do Mar.
Wypięły się na ocean też wielkie rzeki i zamiast iść do niego na na skróty, postanowiły zwiedzić kupę lądu i płyną sobie tyłem do niego, na zachód. Chcą trochę dłużej pożyć własnym życiem. Otaczają swymi bardzo pofałdowanymi wstęgami różne dziwy i osobliwości ziem tych …
łączą się z innymi, tudzież dzielą, ot życie rzek jak i ludzi, i po setkach i tysiącach km pokornie wpływają do Atlantyku.

Wysokie araukarie, jak strażnicy przeszłości, prężą ku niebu. Ich igły łapią na przemian swoją ulubioną wilgoć porannej mgły i promienie słońca, filtrując codzienność w złotawym blasku. W gałęziach araukarii wiatr coś szepce w swoim języku. Może opowieści Polaków przybyłych dawno temu do Brazylii, których marzenia splecione z nadzieją, zderzyły się mocno z rzeczywistością. Dzisiaj, gdy ziema ta już już dawno jest ujarzmiona, ich potomków nie opuszczają marzenia, np. o szkole języka polskiego.

W małych miasteczkach wśród wzgórz, życie toczy się leniwie, z otwartych okiem czasem dochodzi zapach pieczonego chleba, tudzież topionego smalcu. Ukwiecone ogródki kojarzą się jednoznacznie z polskimi przodkami. Wydaje się, że niespokojny świat jest gdzie indziej, a tu nic nie zakłóca beztroski.
W cieniu araukarii, Polonia, z sercami rozdartymi, spotyka się na festynach bożonarodzeniowych, by dzielić się opłatkiem, a w oczach błyszczy chęć powrotu do korzeni. Już nie do ojczyzny prapradziadków, ale chęć jakiegokolwiek związku z tą kulturą.

Marzenia osadników, zaklęte w opowieściach, krążą w powietrzu, w głowie kołacze się polska wieś, z jej polami zieleni i drewnianymi chatami, na kształt których pradziadowie budowali miejscowe drewniane domy. Dziś są już lokalnymi zabytkami. To wszystko wiruje w ich myślach podczas porannych spotkań przy kawie. Historię przodków słychać w melodii, którą nucą z pokolenia na pokolenie, a każdy dźwięk to struna, która wibruje w ich duszach, przypominając o tych, którzy odeszli.

Wiosna idzie


 
Jest 1 września, zbliża się wiosna na mojej półkuli i zaczynają kwitnąć wiśnie, więc mniejszość japońska skupiona w dużej mierze w gminie Frei Rogerio w stanie Santa Catarina organizuje Święto Kwitnącej Wiśni. Pierwsze japońskie rodziny przybyły do ​​regionu w kwietniu 1964 roku.

Spacer po ukwieconym parku Sakura to zaproszenie do zatracenia się w myślach i zdjęciach. Poprzez taniec, typową gastronomię, wystawy rzemiosła i prezentacje artystyczne, pokazy parzenia herbaty i sztuk walki organizatorzy chcą przybliżyć japońska kulturę naprawdę licznym odwiedzającym imprezę, ale kultura seppuku chyba nigdy nie będzie mi bliska. Rozumiem natomiast honorowanie piękna kwiatów wiśni i podtrzymanie tradycji cieszenia się nimi.

Nie ma tu sygnału telefonu komórkowego. Nie ma bankomatu. Kartą można płacić tylko w niektórych miejscach.

Jest za to świat nieznanych rytuałów i tajemniczych elementów kultury. Życia mi nie starczy ale chyba też i ochoty, by je zgłębiać.

Kimono, bonsai, kendo to znane pojęcia. Gorzej z Chinowa-kuguri, Hina Matsuri, Gogatsu Ningyo czy Tanabata.
Chinowa jest instalowana w miejscu rytuałów Oharai w czerwcu i grudniu. Mówi się, że przechodząc przez Chinowa wykonaną z trawy Kaya (tworząc kształt 8), odpędzasz swoje grzechy i zło z ostatnich sześciu miesięcy. Wraz z tym rytuałem istnieje również rytuał Katashiro, w którym piszesz swoje imię i wiek na kartce papieru w kształcie człowieka i przekazujesz swoje złe duchy na papier, a kapłan shinto modli się i oczyszcza je w Oharai.

W kulturze chińskiej ważne są też lalki, żeńskie i męskie. Hina Matsuri, czyli Święto Lalek, odbywa się 3 marca, w dniu, w którym modli się o zdrowie dziewcząt, prezentując lalki ubrane w kimono (Hina Ningyô). Pierwotnie Hina Matsuri była znana jako Yayoi no Sekku i była ceremonią mającą na celu egzorcyzmowanie i oczyszczanie ludzkich duchów podczas zmiany pór roku. Ta idea odstraszania złych duchów jest do dziś reprezentowana przez Nagashi-bina, rytuał, podczas którego Japończycy zapisują swoje problemy na lalce z tkaniny lub papieru i wrzucają ją do rzeki, aby prąd niósł ją wraz ze swoimi problemami. Wierzyli także, że zostawiając lalki w pobliżu córki, uchronią ją przed złymi duchami i chorobami.

Lalki wojowników, czyli Gogatsu Ningyo, są symbolem odwagi i mocy, używanym w nadziei na szczęście oraz chroniącym dzieci przed chorobami i złem. Lalki były ubrane w zbroje, na głowach miały kabuto (ozdobne hełmy) i katanę (miecze) lub łuki/strzały.

Tanabata to święto japońskie, obchodzone 7 lipca, gdy zbliżają się do siebie dwie gwiazdy północnego nieba Wega i Altair, rozdzielone przez Amanogawa (Drogę Mleczną).

Wedle chińskiej legendy Tanabata to para kochanków: Zhinue (Wega) i Niulang (Altair), którzy mogą się spotkać tylko raz w roku. W japońskiej wersji legendy noszą imiona Orihime i Hikoboshi. Dla Japończyków jest to dzień, w którym spełniają się marzenia.
W dzisiejszej Japonii ludzie zazwyczaj świętują ten dzień poprzez pisanie życzeń, czasami w formie poezji. Zapisują je na tanzaku, małych kawałkach papieru i wieszają je na krzewach bambusowych, niekiedy wraz z dodatkowymi dekoracjami. Często stroiki z bambusa są puszczane na okolicznych rzekach lub palone po zakończeniu festiwalu, bądź dnia następnego.

Na festynie spotykam Wataru Ogawę, 95 letniego Japończyka, mieszkańca kolonii Frei Rogério. Przeżył wybuch bomby atomowej w Nagasaki w 1945 r. Gdy usłyszał, że ja z Polski, rozpromienia się, oczy błysnęły współczuciem, zrozumieniem, z tej Polski, która tyle ucierpiała w czasie II WW. Hmmm, nasza historia, okrutna i wzruszająca, dokąd zmierza? Zawsze zbacza z drogi, gdy ta prowadzi ku świetlanej przyszłości. Przybył do Brazylii w wieku 31 lat i od tego czasu mieszka we Frei Rogério. Teraz siedzi w pawilonie wystawowym obok brązowego dzwonu. Według niego dzwon został wydobyty spod gruzów po bombach atomowych.



Na co dzień ów Dzwon Pokoju jest częścią pomnika w Parku Sino da Paz, upamiętniającym zrzucenie bomby atomowej na miasta Hiroszima i Nagasaki. Powstał ku czci ofiar i ocalałych z wybuchów. Park położony jest na wzgórzu na ziemi pana Kazumi Ogawy, również jednego z ocalałych. Wzniesiono tu pomnik, jego linie konstrukcyjne wzorowano na ptaku tsuru, który dla Japończyków symbolizuje pokój. Pod pomnikiem jest miejsce na ów dzwon. To prezent od rządu japońskiego dla Brazylii. Co roku przy specjalnych okazjach, takich jak 6 i 9 sierpnia – daty zrzucenia bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki – odbywa się ceremonia bicia dzwonu.
Na świecie są tylko trzy takie dzwony, jeden znajduje się w siedzibie ONZ, drugi w Hiroszimie i jeden we Frei Rogério w Brazylii.

Ubatuba czyli jak nie zgubić się wśród stu plaż

Wjeżdżając od Taubaté, zjazd ku poziomowi morza odsłania widok, który trudno opisać – trzeba go przeżyć. Ubatuba to miejsce, gdzie morze spo...